Serwis jest efektem współpracy Ambasady USA w Polsce i Fundacji Instytut Spraw Zagranicznych

Frontpage Slideshow | Copyright © 2006-2010 JoomlaWorks, a business unit of Nuevvo Webware Ltd.

Społeczność Polska-USA Dołącz do nas!

Poznaj zainteresowanych sprawami amerykańskimi.
Otrzymuj zaproszenia na imprezy Ambasady USA.
Dyskutuj i publikuj na Polska-USA.pl.

najnowsze opinie

2012-03-01 Administrator Opinie Duży biznes, mały zysk Analitycy Demokratów zwracają uwagę na fakt, że wielki biznes, zwłaszcza w okresach nasilonych kryzysów gospodarczych, popiera kandydatów Partii Republikańskiej nawet, jeśli nie oznacza to wzrostu dochodów ich działalności. Wręcz przeciwnie, z badań R. Corwina i L. Gray wynika, że w przypadku większości rządów republikańskich, duże firmy notowały raczej spadek zysków – aż 4 z 5 powojennych recesji gospodarczych przypadło na czasy urzędowania republikańskiego prezydenta. Szefowie wielkich korporacji mimo to nadal bardziej skłonni są publicznie przyznawać się do wspierania Republikanów niż Demokratów. Nie znaczy to, oczywiście, że biznesmeni nastawieni są wyłącznie aksjologicznie do podejmowanych przez siebie decyzji publicznych – duża ich część pragmatycznie kalkuluje, jak opłaca się głosować – faktem jest jednak, że republikańska retoryka „bilansu budżetowego i twardego dolara” odpowiada temu, w co skłonni są „wierzyć” ludzie biznesu. Socjolodzy zwracają także uwagę na fakt, że to Republikanie przywiązują większą wagę do prestiżu i znaczenia biznesu – tak wewnątrz kraju, jak i na zewnątrz. Republikańskie prezydentury to promocja gospodarki amerykańskiej, a także subiektywne poczucie wolności i deregulacji wśród przedstawicieli sektora usług i finansowych krezusów. Ale to poczucie może być złudne w dobie światowego kryzysu gospodarczego. Postaci wiązane z szeroko pojmowanym światem banków i wielkich korporacji są w tej chwili negatywnie odbierane przez amerykańskie społeczeństwo. Zjawisko to dotyczy także prawicowych wyborców, którzy, choć daleko im do ruchu Occupy Wall Street, są również niezadowoleni z beztroski finansowej swoich elit. Czytaj całość>>> Za: psz.pl

Kogo poprze Zuckerberg?

Wizja polityki zagranicznej prezentowana przez Rona Paula wydaje się być najbardziej kontrowersyjnym elementem jego kamp...

2012-02-10 Administrator Opinie W ostatniej kampanii wyborczej wtedy jeszcze senator Hillary Clinton poddawała w wątpliwość doświadczenie i umiejętności przywódcze swojego głównego oponenta, wtedy jeszcze senatora Obamy posługując się spotem wyborczym podnoszącym słynny już problem telefonu o 3 nad ranem i tego, kto powinien go odebrać. Tej jesieni podobne wątpliwości może prezentować Obama przeciw swoim republikańskim oponentom. Czytaj całość>> Za: psz.pl

Zagraniczny bilans Obamy

Polityka zagraniczna jako temat kampanii wyborczej nie spędza snu z powiek prezydenta. W ostatnim wywiadzie dla magazy...

2012-04-25 Administrator Arena Ekspertów Z drugiej strony, administracja prezydenta Obamy powtarza, że Stany najlepsze wciąż mają przed sobą, a przyszłość - mimo, iż trudna - obfituje w szansy które należy wykorzystać. Wielu politologów, ekonomistów i strategów przestrzega przed pochopnym skreślaniem Wujka Sama. Czy wkraczamy w erę postamerykańską? Zapraszamy do zapoznania się z raportem Portalu Spraw Zagranicznych>>>

Goodbye USA? Czy żyjemy w erze postamerykańskiej? Raport Portalu Spraw Zagranicznych

Kosztowne zaangażowanie amerykańskie na Bliskim Wschodzie, spadek autorytetu Stanów Zjednoczonych za prezydentury George...

2012-03-06 Administrator Opinie Przed rokiem wydawało się, że republikańskie prawybory mają jednego, wyraźnego faworyta: byłego gubernatora Massachusets, Mitta Romneya. Ten miliarder z branży usług finansowych i korporacyjnych przejęć, absolwent Harvardu i syn byłego gubernatora Michigan jest ucieleśnieniem wyobrażenia o elitach północno-wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych. Jedyne co odróżnia go od typowego WASP-a jest wiara: Romney jest mormonem i to głęboko wierzącym; co roku przeznacza na rzecz Kościoła Świętych w Dniach Ostatnich ok. 10% swoich dochodów.   Kłopoty faworyta   Romney był wysoko oceniany jako umiarkowanie prawicowy gubernator liberalnego stanu, który zazwyczaj skłania się ku Partii Demokratycznej. Starał się nie wdawać w batalie ideologiczne z dominującymi w stanowej legislatywie Demokratami, acz nie wahał się skorzystać z prawa weta by nie dopuścić do przeprowadzenia niektórych radykalnych postulatów lewicowych. Za jego kadencji obniżano podatki i utrzymywano zrównoważony budżet, wprowadzono też uniwersalne ubezpieczenie zdrowotne, podobne w swych założeniach do reformy przeprowadzonej przez administrację Baracka Obamy. Romney jest kandydatem republikańskiego establishmentu. Nie budzi jednak entuzjazmu bazy Grand Old Party oraz oddolnych ruchów ewangelicznych czy herbacianych: jest dla nich za mało konserwatywny, zbyt daleki od prawicowej ortodoksji. Jego sytuację pogarsza fakt, że chcąc pozyskać republikańskich wyborców wielokrotnie zmieniał zdanie w podstawowych kwestiach, takich jak aborcja czy reforma służby zdrowia. W rezultacie, stracił poparcie wielu wyborców niezależnych a zdecydowani konserwatyści i tak uważają, że zachowuje się jak chorągiewka na wietrze. Co prawda udało mu się zażegnać niebezpieczeństwo płynące ze strony prawicowo – populistycznych kandydatów takich jak Michelle Bachmann, Herman Cain czy Rick Perry, to jednak pod ostrzałem dawnego Przewodniczącego Izby Reprezentantów Newta Gingricha i byłego senatora z Pensylwanii Ricka Santorum, jego dotychczasowo pewna kampania zachwiała się. Wciąż odnosi zwycięstwa (m.in. na Florydzie czy w Michigan), jednakże wielu obserwatorów wskazuje, ze wykrwawia się on w ciągłych bitwach ze swymi konkurentami.   Pretendenci do tronu   Sytuacja trzech rywali Romneya: Ricka Santorum, Newta Gingricha oraz libertarianina z Teksasu, Rona Paula jest bardzo zróżnicowana. Santoru dzięki zwycięstwu w Iowa stał się faworytem obozu konserwatywnego. Jego religijne poglądy oraz pewna doza prowincjonalnego populizmu pozwalają mu zdobyć poparcie gorzej wykształconych wyborców, tzw. błękitnych kołnierzyków. Santorum zwyciężył w Colorado, Minnesocie i Missouri – stanach, dotkniętych deindustrializacją, leżących w słabo zaludnionych regionach USA. Gingrich, początkowy faworyt prawicy wygrał jedynie w Karolinie Południowej, po czym zaliczył ogromny spadek poparcia – tyleż spowodowany jego kontrowersyjnymi wypowiedziami co milionami wydanymi na kampanię negatywną przez powiązane z Romneyem tzw. Super PACs (quasi-niezależne osoby prawne, dysponujące nieograniczonymi przez prawo funduszami, które mogą przeznaczyć na kampanię wyborczą dopóki nie konsultują się wprost ze wspieranym przez nie kandydatem). Ron Paul nie wygrał w żadnym stanie – cierpliwie zbiera jednak poparcie delegatów zajmując dobre drugie lub trzecie miejsca w stanach takich jak Maine, Washington czy Nevada. Jego celem jest doprowadzenie do takiej sytuacji, w której na konwencji Partii Republikańskiej „jego” głosy będą konieczne w celu wyłonienia jednego kandydata – i wykorzystać ten moment na promocję swojego wolnorynkowego i pacyfistycznego programu.   Pola bitew   Super Tuesday zapowiada się na ciężką batalię dla Romneya. Wśród dziesięciu stanów są co prawda takie, w których zwycięstwo Romneya jest praktycznie pewne – jak rodzime Massachusets czy Vermont, są też jednak miejsca, w których będzie musiał stoczyć zażarte bitwy: Georgia (rodzimy stan Gingricha, który jeżeli chce pozostać w wyścigu musi tam zwyciężyć), Alaska czy Tennessee. Poparcie jakie otrzyma Romney w stanach południowych będzie dla niego i partyjnych elit testem: na ile kandydat ten jest w stanie wzniecić entuzjazm wśród najbardziej wiernych wyborow prawicy: religijnych mieszkańców południa? Jeżeli Santorum wygra w takich stanach jak Virginia czy Oklahoma, to potwierdzi on swój status konserwatywnego faworyta, zmuszając Romneya do ścigania się o poparcie wyborców prawicy, tym samym spychając GOP coraz bliżej ściany.  Wielką niewiadomą pozostaje Ohio. To duży stan, wysyłający znaczna liczbę delegatów a przy tym wewnętrznie zróżnicowany. Znajdują się tam zarówno typowo republikańskie bogate przedmieścia i tereny rolnicze, jak też i centra przemysłowe – niegdyś głosujące na Demokratów, od lat osiemdziesiątych począwszy uznawane za będące bazą tzw. Reagan Democrats, czyli wyborców, którzy przynajmniej potencjalnie gotowi są głosować na kandydata Republikanów. Kłopot w tym, że Romney nie jest w stanie zdobyć ich poparcia – oskarżany jest o elitaryzm i przedstawiany, zarówno przez Demokratów jak i republikańskich konkurentów, jako oderwany od życia miliarder. Jego rozmaite gafy, taki jak publiczne ogłaszanie, że „lubi zwalniać ludzi”, nie przysparzają mu w trapionej wysokim bezrobociem Ameryce poklasku.   Uśmiech Obamy   Możliwe są tak naprawdę trzy scenariusze. Romney może wygrać Super Tuesday w przekonującym stylu, raz na zawsze ucinając spekulacje na temat swojej kandydatury. Triumf Ricka Santorum również pozostaje możliwy do wyobrażenia – na południu cieszy się on stabilnym poparciem, a jego „robotnicze” korzenie mogą się podobać w Ohio. Wreszcie, możliwy jest jeszcze jeden scenariusz, który najbardziej ucieszyłby obecnego lokatora w Białym Domu, a mianowicie względny remis. Romney wygrałby tam, gdzie wszyscy przewidują, ze wygra: w stanach bogatych, raczej liberalnych, leżących na północy USA, Santorum utrzymałby zaś poparcie konserwatystów. Prowadziłoby to do przedłużającej się wojny na wyniszczenie pomiędzy kandydatami GOP. W przeciwieństwie do długich prawyborów wśród Demokratów z 2008 roku, które pozwoliły wyborcom zapoznać się z Barackiem Obamą a w konsekwencji zbudować dla niego stabilną bazę poparcia, obecny wyścig wśród Republikanów przypomina krwawą wojnę domową: wszyscy przegrywają. Jeszcze pół roku temu z Obamą wygrywali zarówno teoretyczny, nienazwany kandydat prawicy jak i Romney czy nawet Ron Paul. Obecnie, poparcie dla wszystkich uczestników prawyborów konsekwentnie spada, a Obamie udało się odzyskać zaufanie społeczne. Do pewnego stopnia jest to zasługą napływających dobrych danych o gospodarce amerykańskiej. Jednakże wyniszczająca kampania oparta na czarnym PR, którą prowadzą praktycznie wszyscy kandydaci z pewnością przyczynia się do erozji poparcia Republikanów; brudy wyciągane poszczególnym politykom rzutują na całą partię. Co więcej, dobre wyniki osiągane przez Ricka Santorum spychają partię na prawo. Jego nieprzejednania postawa w kwestiach takich jak związki homoseksualne, służba wojskowa gejów i lesbijek czy nawet antykoncepcja odstraszać mogą wielu umiarkowanych wyborców w tzw. swing states, stanach „wahających się”. Poruszanie tematów tzw. wojen kulturowych zmusza pozostałych „kandydatów na kandydata” do zajęcia jakiegoś stanowiska, zazwyczaj – z obawy przed utratą zdyscyplinowanego elektoratu - bliskiego konserwatystom. Mówi się, ze prawybory w GOP wygrywa się dochodząc do prawej ściany a następnie, w czasie wyborów, wytrwale dążąc ku centrum. Jednak w tym roku Republikanie mogą zbyt późno spostrzec, że z drogi którą obrali nie ma powrotu. Źródło: Portal Spraw Zagranicznych 

Republikańskie prawybory: decydujące starcie?

Super Tuesday, czyli wtorkowe, jednoczesne prawybory republikańskie w dziesięciu stanach zadecydują nie tylko o tym, kto...

Ekonomia

najważniejsze informacje z amerykańskiej i globalnej gospodarki

Czytaj więcej >>

Energia

informacje o działaniach wpływających na bezpieczeństwo energetyczne USA i Polski

Czytaj więcej >>

Ekologia

najnowsze trendy i tendencje

Czytaj więcej >>