 8 stycznia to dzień urodzin Elvisa Presleya i chociaż rok 2009 był próbą zdetronizowania Króla przez innego Króla, nic nie zmieni faktu, że Elvis był, jest i pozostanie Królem pop-kultury, a w każdym razie Elvisem I, chronologicznie zawsze przed Michaelem I.
O ile coś się nie zmieniło w ciągu ostatniej dekady, pod względem wielkości Memphis jest osiemnastym miastem Ameryki, ale – głównie z powodu Graceland – mitycznie znajduje się w samej czołówce. Można się zastanawiać, czy Neverland ma szanse być tym w przyszłości, czym Graceland jest dzisiaj. Bilet wstępu kosztuje 30 dolarów i jak na warunki amerykańskie jest to sporo. Osobiście nie bardzo umiem zwiedzać muzea, gdzie zakładają mi słuchawki na uszy, bo wówczas moim głównym zmartwieniem, bardzo zaprzątającym uwagę jest to, żeby sprawnie wykonywać rozkazy słuchawek. Jestem wówczas tak przejęty stosowaniem się do poleceń, że mało co widzę. Kiedy słuchawki każą mi iść dalej, to idę, nawet jeśli akurat nie miałbym ochoty tego robić. Ja się do takiego zwiedzania nie nadaję, ale tłumy pielgrzymów-turystów napierają, bo i im słuchawki wydały stosowne rozkazy. Refleksje po zwiedzeniu Graceland: moda w latach siedemdziesiątych była okropna. Król Elvis nie miał wyrafinowanego gustu. Najbardziej zdumiewa jednak to, co Amerykanie uczynili z Presleya, który w końcu był tylko piosenkarzem. Graceland to naczelne sanktuarium pop-Ameryki. Sam Presley pochowany jest w ogrodzie swojej posiadłości, w „Meditation Garden”. Widząc kolorowe i odpustowe atrybuty myślałem, że to plac zabaw dla córki Presleya albo jakaś wesoła przedszkolna piaskownica, a okazało się, że to był jego grób, a przy okazji także grób rodziców i babci piosenkarza. Można też, a jakże, obejrzeć liczne samochody Elvisa, przestrzelony przez Elvisa telewizor Elvisa, siodła Elvisa, buty Elvisa, gacie Elvisa, samoloty Elvisa, wykładane złotem umywalki w samolocie Elvisa (ile w takiej umywalce przetopiono pierścionków!) i po trzech godzinach Elvisa można mieć Elvisa serdecznie dosyć.
W związku z tym przesytem, powiem szczerze, że największe wrażenie w Graceland wywarł na mnie sklep monopolowy. Tennessee na długo przed wojną wsławiło się działalnością na rzecz prohibicji i aż do 1939 roku w ogóle nie sprzedawano tu alkoholu, a i teraz – okazuje się – nie jest łatwo kupić choćby butelkę wina. Sklep wygląda jak wybieg dla wściekłego tygrysa. Klient odgrodzony jest od sprzedawcy kuloodporną szybą, od ściany po sufit przez całą długość sklepu. Przez tę szybę należy palcem pokazywać z odległości dwóch metrów, co chciałoby się dostać. Krótkowzroczni są bez szans. Sklepikarz wkłada butelkę do szarej papierowej torebki i przemyślnym sposobem wpuszcza ją do jakiegoś kanału po swojej stronie szyby. Po chwili butelka wypada z drewnianej rynny po stronie klienta, a jeśli ktoś kupuje dwie butelki, to ta druga omal nie rozbija tej pierwszej. Jak dzieci wpadające ze zjeżdżalni do basenu. Innymi słowy: sklepikarz siedzi w klatce i gra swoim towarem w kręgle, a klient nie ma złudzeń, że robi oto coś, co siedzi okrakiem na granicy prawa. Obok klatki monopolowej umieszczono stoisko z damskimi perukami, więc jeśli – załóżmy nieco szowinistyczny scenariusz – mężczyzna kupuje piwo, to kobieta może na przykład w tym czasie przymierzać peruki i wówczas omija ją doświadczenie granicy prawa. Osobiście jednak uważam, że perukarstwo jest działalnością bardziej naganną niż picie piwa, ale może gdybym mieszkał w Tennessee, inaczej bym na to spojrzał.
Jeśli ktoś ma dosyć Graceland, może wrócić do miasta i zrobić zdjęcie przed Sun Studio, gdzie Elvis (O nie!), BB King, Johnny Cash i Jerry Lee Lewis nagrywali muzykę rock-and-rollową. Najlepiej zaś udać się do jednej z licznych bluesowych restauracji na Beale Street (znanej z powieści Gdyby Ulica Beale umiała mówić Jamesa Baldwina) i zjeść na obiad suma z Mississippi i kartofelki Voodoo. _______________________________________________________ prof. dr hab. Zbigniew Białas jest kierownikiem Zakładu Studiów Postkolonialnych i Literatur Podróżniczych Instytutu Kultur i Literatur Anglojęzycznych Uniwersytetu Śląskiego
 |