Start > Opinie > Opinie > Kawa czy herbata? Coffee Party odpowiedzią na Tea Party
Kawa czy herbata? Coffee Party odpowiedzią na Tea Party  Email
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 
Wtorek, 02 Marca 2010 19:08, Wpisany przez Górnicka Magdalena
Wszystko zaczęło się od strony na Facebooku, na  której można przeczytać misję Coffee Party (partii kawowej): "wspieranie naszych przywódców, którzy pracują nad wprowadzeniem pozytywnych rozwiązań i rozliczanie tych, którzy sprzeciwiają się ich wprowadzaniu".

W poniedziałek strona Coffee Party miała już 40 tys. członków. Dzisiaj obszerny artykuł poświęcił ruchowi "New York Times"

Slogan Coffee Party to "Wake Up and Stand Up" (Obudź się i wstań), a oddaje on to, co twórcy "partii kawowej" uznali za najważniejsze - stwierdzenie, że rząd nie jest wrogiem ludzi, lecz wyrazicielem ich zbiorowej woli". Sami  Amerykanie natomiast mają obywatelski obowiązek uczestnictwa w demokratycznym procesie stawiania czoła wyzwaniom czekającym na ich kraj.

13 marca "partia kawowa" planuje "wspólne picie kawy" w całych Stanach - eventy, podczas których Amerykanie mogą zebrać się i podyskutować o sprawach dla nich najważniejszych.

W lecie Coffee Party ma zwołać konwencję.

Chociaż Coffee Party została powołana jako głos sprzeciwu wobec Tea Party, oba ruchy społeczne mają pewne wspólne cele: odpowiedzialność finansowa i frustracja tym, co się dzieje w Kongresie.
"Nie jesteśmy przeciwieństwem Tea Party, lecz innym modelem obywatelskiego zaangażowania".

Założycielka Coffee Party, Annabel Park, urodzona w Korei Południowej, podkreśla, że "nie można opuścić rządu tylko dlatego, że jest chory - bo to jedyne ciało artykułujące nasze problemy".

Jakkolwiek jednak, założeniem ruchu jest "wysłanie wiadomości ludziom w Waszyngtonie", by ci nauczyli się współpracować i prowadzić merytoryczne dyskusje, zamiast walczyć tylko po to, by przyznano im rację.

Szefowa oddziału Coffee Party w Los Angeles powiedziała dziennikarzom "New York Timesa" , że pomimo aktywnego zaangażowania w kampanię prezydencką Baracka Obamy, tak naprawdę nie interesowała się polityką, dopóki nie pojawił się ruch Tea Party.

Wygląda na to, że wyborcy niezależni i byli aktywiści kampanii Obamy, którzy zaangażowali się w politykę pod wpływem chwili, znowu mogą się zaktywizować. Czyżby grassroots, działania oddolne, okazały się skuteczniejsze niż oficjalne, "podtrzymywanie entuzjazmu" przez współpracowników prezydenta?
Komentarze (0)Add Comment

Napisz Komentarz
mniejsze | większe

busy
 

Dodaj do:

dodajdo