 Po zabójstwie Johna F. Kennedy'ego, jego żona, Jacqueline, otrzymała od Amerykanów ponad milion listów z kondolencjami. Część z nich została właśnie opublikowana w formie książki.
Część korespondencji została zniszczona - listów było zbyt wiele, by je zatrzymać. Tysiące przesłanych przez Amerykanów listów kondolencyjnych ciągle jednak znajduje się w prezydenckiej bibliotece w Bostonie. Mało kto o nich pamięta - często sami ich autorzy nie pamiętają, co dokładnie napisali w liście do pierwszej damy.
Autorka “Letters to Jackie: Condolences From a Grieving Nation”, Ellen Fitzpatrick, profesor historii University of New Hampshire, wykonała iście benedyktyńską pracę, by ostatecznie - spośród tysięcy listów - wybrać 250 tych, ktore opublikowała.
Kto pisał do Jacqueline Kennedy? Wszyscy. Ksiądz z eskimoskiej wioski, dzieci z podstawówki z Teksasu, wdowa z Pittsburgha, kobieta z Luizjany, która skończyła tylko cztery klasy szkoły podstawowej.
"W więzieniu pogasili światła" - pisał do wdowy po prezydencie Stephen J. Hanrahan - więzień federalnego zakładu karnego w Atlancie - "w tym cichym, spokojnym czasie moje myśli, podobnie jak myśli moich rodaków, wybiegają ku tamtemu światłu na zboczach Arlington [cmentarz wojskowy, gdzie pochowany został JFK] - z jakże daleka jest to małe światło widoczne - jako drogowskaz".
"Jak wielka mądrość bije z tych słów prostych, zwyczajnych ludzi" - nie może się nadziwić prof. Fitzpatrick.
Na pomysł książki Ellen Fitzpatrick wpadła przy okazji pracy nad innym projektem - także w bibliotece Kennedy'ego.
Z powodu praw autorskich, prof. Fitzpatrick nie mogła opublikować listów bez zgody ich autorów. Aby ich odnaleźć, musiała zwrócić się o pomoc do genealogów.
Tylko jeden z autorów listów, do których zwróciła się Ellen Fitzpatrick, nie chciał, by opublikowano jego nazwisko. Cała reszta - była zdumiona tym, że listy ciągle istnieją.
"Zapomniałem, co wtedy napisałem" - przyznał Tom Smith, który - jako czternastolatek - poszedł na wagary po to, by zobaczyć prezydencką parę w Dallas. Sześć przecznic dalej prezydent został zastrzelony.
"Rozumiem żałobę, która na pani spoczywa" - pisał Smith - "i mnie ona też ciąży - jestem mieszkańcem Dallas. Jest mi bardzo ciężko, ponieważ widziałem go dwie minuty przed tym, jak do niego strzelono".
Dzisiaj 61-letni Smith wspomina, że nie zdawał sobie sprawy, jak wielu Amerykanów napisało do Jacqueline Kennedy. "Myślałem, że tylko ja na to wpadłem" - mówi.
Wielu Amerykanów - jak wynika z listów - bardzo osobiście odczuło śmierć prezydenta Kennedy'ego. Porównywali to do straty bliskiego członka rodziny. "Do tej pory nigdy nie czułam się tak zdesperowana i samotna" - pisała Gabriele Gidion, która do USA przybyła po ucieczce z hitlerowskich Niemiec i spędzeniu okresu wojny w Chinach.
Chociaż niektórzy historycy twierdzą, że prezydent Kennedy nie wykazywał dość energicznych starań o postępy w zakresie praw obywatelskich, wiele listów z kondolencjami pochodzi od czarnoskórych Amerykanów: "Jesteśmy czarną rodziną z klasy średniej, dla której prezydent był drogowskazem - światłem w ciemnościach, który okazałby się drugim wielkim oswobodzicielem [nawiązanie do A.Lincolna, który proklamował zniesienie niewolnictwa w USA]" - pisała Cornelia M. Davis z Walnut Creek w Kalifornii.
Książka Ellen Fitzpatrick to cenne świadectwo z ważnego dla Amerykanów okresu w historii. co ważne - chociaż autorzy listów czasami mówią, że może słowa, których użyli, były zbyt nacechowane emocjonalnie, nie próbują ich odwoływać ani się z nich wycofywać. Po latach najczęściej dochodzą do tego wniosku, co dr Ira Seiler, jeden z autorów listów: "Ciągle uważam, że był wielkim człowiekiem".
Na podstawie: nytimes.com, washingtonpost.com, Associated Press
 |